|
Opel Insignia, czyli zdobywca nagrody Samochód Roku 2009 w Europie, nie może narzekać na brak klientów. Do tej pory zebrano na ten model około 60 tys. zamówień.
|
Przedstawiciele marki podkreślają, że wśród nabywców modelu Insignia znajduje się liczna grupa kierowców, którzy wcześniej byli klientami BMW lub Audi.
Opel Insignia jest w ostatnim czasie przedmiotem zakrojonej na szeroką skalę kampanii promocyjnej realizowanej w polskich mediach oraz na nośnikach reklamy zewnętrznej. Oficjalna premiera auta w sieci dealerskiej marki odbyła się w dniach 6-8 lutego.
Przedstawiciele General Motors Poland informują, że Insignia sprzedaje się w naszym kraju bardzo dobrze. Wersja nadwoziowa kombi, nazwana SportsTourer, pojawi się w sprzedaży już w kwietniu.
Wnętrze pojazdu, stworzone z miękkich europejskich elementów plastikowych, z całą pewnością można zaliczyć do najlepszych w klasie. Ergonomia, funkcjonalność, ładne kształty – to najkrótsza charakterystyka miejsca pracy kierowcy. I tutaj też nie znajdziemy najmniejszych śladów Vectry.
Przednie fotel są wyjątkowo wygodne i ergonomiczne. Tylne zgodnie z dewizą koncernu General Motors, zapewniają komfort jazdy trzem dorosłym osobom. Podróżni nie mają problemów z kolanami ani miejscem nad głową.
Bagażnik nowego sedana oferuje 500 l pojemność, liftback ma o 20 litrów mniej. Różnice są zrozumiałe, ale z zewnątrz trudno jest na pierwszy rzut oka rozstrzygnąć, która wersja ma otwieraną całą tylną część pokrywy bagażnika (z szybą), a która tylko samą pokrywę.
Przyjemność dla każdego kierowcy może sprawić jazda z silnikiem 2,8 l i mocy 191 kW, chociaż o zawał serca może przyprawić zużycie paliwa. Odpowiednio wyciszone nadwozie nie przenosi do wnętrza kabiny pasażerskiej prawie żadnych dźwięków silnika. Podobny spokój wykazują opony i opływające nadwozie powietrze.
Maksymalny moment obrotowy 400 Nm w zakresie od 1950 do 4000 obr./min w połączeniu z sześciostopniową przekładnią manualną zapewnia jazdę znacznie powyżej granicy klasy średniej. Dużą zaleta jest napęd na cztery koła, który mogliśmy sprawdzić na drogach Górnej Austrii.
REKLAMA